Nie lubię pijanych osób.
No dobra.
Może nie tak ze ich nie lubię, nienawidzę, i gdy widzę pijaną osobę to nie chce jej znać.
Po prostu ludzie upijają się w różne sposoby, wg mnie.
Jedni w pozytywny, nie zagrażający nikomu i niczemu sposób.
A drudzy w zupełnie odwrotny.
I tych drugich nie lubię.
Może to dlatego że sama pić, nie piję.
Rzadko.
Okazyjnie.
Albo jak mnie ktoś zmusi.
Ale nigdy się nie upiłam.
Nigdy.
Chociaż w takim razie pogląd na pijanych zależy pewnie od punktu widzenia.
Gdybym była przy tych wszystkich ludziach z grupy drugiej, również pijana, sądziłabym, ze przynależą jednak do tych nieszkodliwych.
Ale nienawidzę rozmawiać z pijanymi ludźmi, gdy jestem trzeźwa.
A ZAWSZE jestem.
Szczególnie z ojcem, któremu po prostu odwala po paru kieliszkach.
Uważa się wtedy za pana świata, albo i jeszcze więcej.
Za kogoś, kto może mną rządzić i pomiatać.
Mało to razy, uderzył mnie gdy mu wtedy odpysknęłam?
A jak można być spokojnym gdy ktoś obraża Twoich znajomych?
Pytam się jak, bo nie wiem.
Tego nie lubię w alkoholu.
Daje człowiekowi, poczucie bezkarności.
Nawet nie wiem jak to działa do końca.
Rozluźnia język?
Czy normalny człowiek może mówić takie rzeczy o kimś kogo nie zna?
Czy on w ogóle może tak MYŚLEĆ!?
No ja Cię kręcę.
Wzrasta wtedy chęć popisania się.
Bynajmniej u mojego ojca.
Czy na prawdę musi pytać się przy całej rodzinie, kim była ta i ta osoba?
Posądzać ludzi których nie zna o homoseksualizm?
A nawet gdyby byli homo.
To co go to obchodzi?
A tym bardziej całą rodzinę?
Nie lubię ludzi po alkoholu, gdy tak się zachowują.
Wychodzę wtedy z domu bądź miejsca w którym jestem.
I idę.
W las.
W miasto.
Gdziekolwiek.
A i tak nie mogę zapanować nad nerwami wtedy.
Nie lubię takich ludzi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz